99-in-the-shade's Profile Page




2011-12-23, 16:40:44

Leaving the end open.

Kończy się grudzień… a ja tak na dobrą sprawę nawet nie jestem w stanie powiedzieć, jak właściwie ten miesiąc mi minął, poza tym, że całkiem niedawno znalazłam dorywczą pracę, i w związku z tym musiałam diametralnie zmienić swoje plany sylwestrowe. Szczęściem, w tym roku i tak je miałam w bardzo oględnych zarysach (bowiem wszelkie możliwe ekipy, z którymi można by ten wieczór spędzić, porozpadały się na atomy), więc po ujrzeniu grafiku nie było aż tak wielkiego jęku zawodu. Chociaż z drugiej strony, póki co miałam tylko szkolenie - i już po tym szkoleniu jestem śmiertelnie przerażona i przekonana, że sobie nie poradzę, a dożycie do końca okresu próbnego będzie wyczynem. Patrząc na mój nastrój z ostatniego półrocza - nihil novi, to raz; dwa - nie wiem, na ile jestem w tych odczuciach obiektywna. Całkiem możliwe, że w ogóle.

Kończy się grudzień, kończy się rok. Jaki był? Cóż… poza kilkoma dobrymi i optymistycznymi - jak nie od razu, to przynajmniej w ostatecznym rozrachunku - wydarzeniami (żeby wymienić chociażby kwietniowo-czerwcowe wycieczki), był  zdecydowanie zły. Sytuacja w domu przypominała stepowanie na wulkanie, który kilka razy raczył wybuchnąć. Zawaliłam studia, i jestem z tego powodu na siebie bardzo wściekła. Dalej. I pewnie długo jeszcze będę. To chyba ma coś wspólnego z przekonaniem, że noga może się powinąć każdemu - ale nie mnie. A tym razem nie tylko noga mi się powinęła, ale wywinęłam królewskiego orła, z całą rozpiętością skrzydeł i haczykowatym dziobem. Ponadto wszelkie ambitne plany wykopania się z tego dołka spaliły na panewce, bowiem energii starczyło mi tylko na ich zrobienie. Na trzymanie się - w najmniejszym stopniu. Na chwilę obecną jestem do tego stopnia wyprana, że gdyby ktoś zapytał, czego sobie życzę, to poprosiłabym, żeby mnie albo dobił już na miejscu, albo zagwarantował, że Majowie nie rąbnęli się w dacie przewidywanego końca świata…

No. Nastrój 99 jaki jest, każdy widzi, a w związku z tym, że raczej nie widzę w najbliższym czasie szans na poprawę sytuacji na froncie i powrót do radosnego pierniczenia, chyba przyszedł czas, żeby się z Wami, drodzy Czytelnicy, pożegnać. Trochę może z ciężkim sercem, bo „dimes to the jukebox” wrzucam już czwarty rok (nie licząc oczywista poprzednich wcieleń), ale chyba nie ma specjalnie sensu odzywać się raz w miesiącu, żeby napisać tylko w oględnych słowach, że jest źle (bo i po co całą dramę i wszystkie brudy prać publicznie?). Nie zamierzam niczego hasłować czy tym bardziej kasować, w końcu trochę fajnych wspomnień w tym kawałku sieci jest, ale wydaje mi się, że ciąg dalszy jednak nie nastąpi.

A, no i tego, na sam koniec - Święta. Spędźcie je, Kochani, tak jak chcecie, niech będą spokojne i pozbawione kłótni. A Nowy Rok 2012 niech przynajmniej nie będzie gorszy od tego, który za niedługo będziemy mniej lub bardziej hucznie żegnać.

popełniła 99-in-the-shade. skargi, zażalenia, wyrazy uznania? skomentuj (3)